nie spałeś całą noc żeby zobaczyć jak tu jest
tak rano za cienki jesteś przecież żeby wstać
o tej porze z innego powodu niż pociąg

tu jest bardzo wilgotno prawie
jakby poznań leżał na lini brzegowej
innego państwa a urzędnicy wojewódzcy byli załogą portu

jeżdżą samochody dostawcze
i jest zupełnie jak w porcie słychać tylko szum
silników i przesuwane drzwi małych ciężarówek
a silni śniadzi mężczyźni noszą ciężkie pakunki

tak rano wychodzą starsze panie jak z ilustracji
do piosenek chillwave synth hop .mp3
pełne soku akacje których kory nie widać zza liści

idą kupić świeże ryby z nocnego połowu
zamrożą je w wodzie żeby nie musiały już męczyć się pływaniem


lipiec 2017

zostawmy flagi, stańmy społem

przepotworzoną maszyną
gardeł i nóg

domyślnym obywatelstwem i stanem posiadania
powszechną zgodą
rozdawnionym sztafażem
jednym marzeniem żeby polska
w żadnym razie nie była polską
tylko takimi niemcami ze zrozumiałym językiem
tym co się moim rodzicom śniło w dużym mieście
jak był '89 i mieli tyle lat co ja

albo może

stańmy ustawą o uzgodnieniu płci
umową o pracę i powszechną opieką zdrowotną
stańmy blokadą eksmisji, łaźnią miejską i aborcją na żądanie
autobusem w łosicach i bezpłatnym żłobkiem w zakrzu
pięcioma wielkimi związkami zawodowymi,
narkopolityką, emeryturą, mieszkaniem komunalnym
tym, co nam się śni jak jest 2017 i nie mamy ubezpieczenia zdrowotnego

inaczej rzeczywiście, zostawmy flagi
zdejmijmy emblematy
zapalmy znicze

nie będzie widać
że nie było żadnej polski
tylko latający kapitał zagraniczny
i kilku panów w granatowych garniturach
którzy ukradli pokolenie między niemcami a białorusią




trudniej jest zabić kota niż komara
wczoraj przez sen filetowałem ryby
żeby przydać się na coś porywaczom
aż jedna z nich zamieniła się w wielką ćmę
z trzepoczącym sercem
z kośćmi pękającymi pod spojrzeniem
byłem zamknięty w zoo
a oni przychodzili nie karmić zwierząt
patrzyłem na nich wyrywając rybom kręgosłupy

chciałem spać jak najdłużej żeby ktoś mnie uratował
ale obudziłem płacząc z kotem przy twarzy

owady którym odmawiam skóry
tak jak wam mięsa i sobie mięśni
tak jak wam jak myślicie że można
kiedy wola z próżnego w puste
jak myślicie że można twardą łapą
modelować sobie akwaria
że w krągłościach sypiają ryby
że te łuski i śluz to po to
żeby pot drążył korę że wam wolno

owady, którym odmawiam
mają roje złożone ciągle z nowych ciał
mogą dotykać oblepiać formować




1
z was wszystkich szpar w ciele utoczę ożenek
ujdzie w przestworza nikt schwycić nie zdoła

roztocza ze wszechszpar nieoboże maleństwa
czerwone procesje krzyż na krzyż pokrewieństwa

w was wszystkich niedługo zaczną roić psoty
nabrzmiałe szczególnie w podbrzuszu nadudzia

z was wszystkich nadludzie uroczą się koty
najmilsze pociechy i wyręka w trudzie


2
z was wszystkich niedługo urodzę pierwsze koty
moje małe pociechy porządnie zapłacisz
lody lane koktajle resoraki guma

niedługo urodzę z was wszystkich pierwsze koty
usg brzmi kosmicznie przynajmniej jak nasa
mało uciech bez chemii nieważkości nie ma
za płotem rzyganie w paprykę i w błocie

rodzę koty z was wszystkich po kolei ślepe
zagryzajcie zęby jak one mi na wargach
ćwiczą żuchwy pazury mięśnie skoczność refleks
rzucą się wszystkiemu co podejdzie do gardła

dobija się woźnicę //wiersze w mieście//

chomąto ciąży lza rozsadzać

autokorekta

wyprowadzić chcecie się jak stąd na ulice
drony bite w ciemniach w ekrany
solarne ten potencjał karceru
te geny po ojcach na fali z czajem czej, spytam
drony białkowe ze skazą krwiowtłoczną
cofną kule w złamania wytoczą pompy
insult li nowe tym sytym abusy
odbiją na reszcie dla sb od tb te meme

wprowadzić de[k/la/r]/n/etem
wolny dostęp żłobki parytet
jabłka skrzyp zaniechanie powolność
się z na insta lówką publicznie pojawia
manifest przezłącza
jak ten cedr jak ten park jak ten skwer