30.I.2016

Dzień, w którym rano Warszawa wydała mi się piękna, a życe znośne - to znaczy nie tak dławiące. Warszawa była jasna, pełna powietrza, ściany kamienic w centrum nie chyliły się ku sobie. Na chodniku  w drodze do budynku w którym miałam zajęcia spotkałam różowego dinozaura z miękkiej pianki, któremu nie zrobiłam zdjęcia i nie wysłałam go J. 
Dzień, który wyszedł braku nocy, z czasu, który nie rozpoznaje stanów dnia. Która część snu była śniadaniem, kiedy ubieranie się zakładało wcześniejsze rozebranie, ale czyje dłonie czyje dłonie czyje dłonie, sen nie skończył się wtedy, kiedy usiadłam na łóżku czy nie zaczął sie wcale, nawet wtedy, kiedy straciłam przytomność nad ranem, co pamiętam (chyba). Sen trwał kiedy byłam gryziona przez kota ale trwał też kiedy ktoś przyciskał mnie do siebie zbyt mocno. Sen o basenie i koktajlu bananowym, smak i faktura białego mieszkania pachnącego grzybem i środkiem odgrzybiającym. To inne miasto silniej trwa w mojej pamięci, ulice rozchodzące się promieniami z placu przy dworcu gdzie mieszkamy, gdzie codzinnie rano wstaję obolała od spania na cieńkim kocu na podłodze, gdzie codziennie rano budzę się głodna jak wszędzie i gdzie jeszcze bardziej nie mam ochoty jeść, bo nie muszę. Bo żywię się przecież właśnie słońcem w mieście w którym najczęsciej pada i nie jestem głodna, ponieważ żywię się, ponieważ żywioł snu spełnia się najlepiej w parze. Gdzie codziennie gubię się i gdzie ulice lepiej wiedzą, co ze mną zrobić niż ja sama przypuszczam, gdzie kierunki zmieniają się zależnie od potrzeb a potrzeby wynikają z kaprysów, którym wierność hartuje wolę. 
 Rano to Warszawa wydała się więc być miejscem dobrym do życia, nie było w niej usiłowania bycia Warszawą, nie było w niej starówki tylko kilka budynków mających udawać coś, ale nikt nie pamięta, co właściwie. 
Sen o basenie ale rano chlorowa powierzchnia skóry, wnurzanie z wody łokci zbyt miarowo następujące bym mogła dokonać tego ciałem ale duszenie duszenie się woda w ustach zamiast powietrza. Znajome podrażnienie gardła, pieczenie w nosie i ćmiący ból głowy pachnący tą wodą której nie było. Nowa woda i mydło, pachną jakby były i  drażnią błony śluzowe jakby były, nowa faktura wody akurat w temperaturze dzięki której ciało przyjmuje ją za naturalne środowisko. Przez chwilę jestem rybą, kiedy po wyjęciu dłoni spod strumienia zdaję sobie sprawę z powietrza, referuję doświadzczenie transgatunkowości. Krótka zmiana kosmosu, bo umywam ręce od siebie, płynę, właściwie płynięcie, jeśli to jest ten sam sen o basenie, chyba, że już kolejny, ten o koktajlu z bananów. 
Warszawa była dobrym miastem dziś rano, zawierała w sobie akurat tyle ruchu i hałąsu ile konieczne było dla półprzekonania mnie o solindości swojej kontrukcji. Powinien istnieć certyfikat dobrze zrobionej iluzji który oznaczałby światy, po których mozna poruszać się bez obawy, że cokolwiek zdolne jest się rozsypać. 
To, co zdażyło się dzisiaj możliwe było jedynie rano, cały czas było rano, teraz też jest rano, chociaż właściwie już następnego dnia. Czas dostosował prędkość do ciszy wśrodku mojego gardła. Pozwolił mówić mi językami, nigdy jednym z nich. Teraz pokazał drogę do domu i somnabulia współdzielona w kabinie drogiego samochodu z egipskim studentem uczelni muzyczniej uciszyła granice snu, blizny świadomości, która by móc ułożyć zgrabną iluzję kolejnego dnia musi czas, który upłynął ostatecznie umaterialnić. Piaskowy dziadek zatarł, intencjonalnie czy nie, ten mechanizm. Ani lewa ani prawa strona nigdy nie zasypia i żadna ze stron nigdy się nie budzi.
Poczucie biezpieczeństwa można czerpać z oberwowania pozostałych elementów systemu o podobnym stopniu domniemanej realności. 

HILDEGARDA Z BINGEN

brzmi
i raz tylko
z pochodni przeszło w (s)pokój
i nawet w popiół nie
w pamięć(i) przestrzeni(nnieje)
płomieniem w sklepienie spod żeber
wszystko nic tylko brzmi
raz pnie się w akord z postrzeżeniem i wszystko
nic później już tak
i (prze)brzmienie słodsze cichsze wieczne

DEKLARACJA NIEŚMIERTELNOSCI PROCESU

justify;">file:\automaci\\replace<autochtoni> </div><div style="text-align: justify;">      słychać słabe t(ęt)\(ch)no</div><div style="text-align: justify;"><span class="Apple-tab-span" style="white-space: pre;">  </span></div><div style="text-align: justify;"><span class="Apple-tab-span" style="white-space: pre;">                  </span>cz</div><div style="text-align: justify;"><br /></div><div style="text-align: justify;"><span class="Apple-tab-span" style="white-space: pre;">        </span>\\<span class="Apple-tab-span" style="white-space: pre;">                    </span>\\</div><div style="text-align: justify;"><br /></div><div style="text-align: justify;">a<span class="Apple-tab-span" style="white-space: pre;">                  </span>\\<span class="Apple-tab-span" style="white-space: pre;">                 </span>s</div><div style="text-align: justify;"><br /></div><div style="text-align: justify;">o        ci<span class="Apple-tab-span" style="white-space: pre;">        </span>ą         <span class="Apple-tab-span" style="white-space: pre;"> </span>gi       <span class="Apple-tab-span" style="white-space: pre;"> </span>(prze)</div><div style="text-align: justify;"><br /></div><div style="text-align: justify;"><br /></div><div style="text-align: justify;">tu jest obol schowany na później </div><div style="text-align: justify;">wartki strumień mitologiczny wylewa (się)</div><div style="text-align: justify;">z ust parskając</div><div style="text-align: justify;">oplułem taśmę produkcyjną to nic</div><div style="text-align: justify;"><br /></div><div style="text-align: justify;">



file:\proces technologiczny cannot proceede into \\z(a)burzenie




















wołają że w lesie super zabawa

1.

uwierzylimy byli że z wiekiem stężejemy
że dobre dłonie zamienią
zdrewniałe mięśnie
w stoły krzesła lub futryny
nie wiedzielimy byli że nas rozkruszą
rozrzucą

chcielimy byli być szafą
dwuskrzydłową żeby mieszkały mole
i latalimy byśmy byli albo bylimy byśmy podłogą
deska przy desce leżelibyśmy byli na klepisku
chrzęścilibyśmy oni by chrzcili szczęścili
chowaliby pod nami i nikt nie byłby krzesał
konał żyto by się mełło żyto by rozwlekając story


2.

zostaliśmy zamienieni w ciała
skrzesieliśmy na rozścież zostaliśmy schowani
za storami za torami schowalimy byli to i stoimy
he'story gniecie się ze zmarszczek z działeczek
można usypać białą górę można usypać babią górę można zasypać
każdą dziurę

uwierzylimy byli że z wiekiem stężejemy
że dobre dłonie zasypią
zdrewniałe mięśnie
w dołach na polach wapnem
nie wiedzielimy byli że wtedy nas rozpieszczą
rozpiszczą rozmokną

tv maker

że trzeba chować
włosy na nogach wilgotne miejsca
szare firanki razem z nimi w szafie
że muszą być
twarde łodygi gładkie łydki
klękać na dzwonek i łamać patyki
że suche miejsca ulegają podrażnieniom
tyle zapamiętałam z reklam
i jeszcze że otarty naskórek zmienia się w czerwony brokat

tribute to dycki

na święta babcia z zawodu nauczycielka
wycinała na naszych plecach
purpurowe koła szklankami
którymi wycinała koła z ciasta piernikowego

na święta zawsze byliśmy chorzy
więc babcia podpalała powietrze w środku szklanek
i wycinała na naszych plecach purpurowe koła
szklankami którymi wycinała koła z ciasta na pierogi

nie wolno nam było wychodzić
od kiedy na naszych plecach zaznaczone zostały purpurowe koła
więc lepiliśmy pierogi z ciasta wyciętego szklankami
którymi były wycinane koła na naszych plecach
i słuchaliśmy kto czyj był i jak się nazywał
i uczyliśmy się czytać
mąka
soczewica
jak napisać: bękart
jak napisać: zaginął

lepiliśmy pierogi na święta i do zamrożenia
w kuchni w której gotowano
po rusku żydowsku swojemu
babcia nigdy nie mówiła jakie i kto na jej plecach
wycinał pasy i koła,
dziwne znaki, o których mówi, że nie widziała

nasze są fioletowe i pasują nigdzie

babcia chciała przystawić nam pijawki
żeby wyssały nas z jej opowieści

dogs were barking

mój przyjaciel leży obok

nie chciałem mówi
co na to twój mąż

napina i rozluźnia mięśnie podnosi się

przeprasza nie ma za co
nie chcieliśmy tego

wilgotny trójkąt jednym okiem patrzy na nas znad drzwi
przez chwile oboje go widzimy

nic się nie dzieje śpij
mój mąż śpi z innym chłopcem