WARSZAWA
ściana ciemna
ażurowa powszechną elektrycznością
duch dziejów nie pozostał obojętny
na mury czyste i dziewicze
jak białoruska dziwka przy a2
pod koniec wieku
bryła zaorana bliznami powstań i gwałtów
szkli się w podzwanianiu toastów
po 22 czynne są tu tylko puby i szpitale
miasto poltergeist
ma czerwoną skórę
pachnie tysiącem lat historii
zamkniętym w pięćdziesięciu latach picia
Warszawa ma brązowe oczy, w nich
przeglądają się światła wszystkich innych stolic
----------------------------------------------------------------------------
LISTOPAD
kończą się liście i tabletki
wizyty i śnieg poumawiane
grają cicho mokre kable
zawieszone pomiędzy
"czemu milczysz?"
i "już jest noc"
szara łąka tętni szczekaniem psów
pusty glob rezonuje tekturowe domy
dzisiaj zaczyna się po 24
dzisiaj spotkajmy się jutro
---------------------------------------------------------------------------
umiera się komuś
użyć można przeciwko człowiekowi
tego, co kosmos samodzielnie spina
klamrą blizn gładkich suchą stopą
nocy na twardej ziemi ludzi
tego użyć można przeciwko człowiekowi
co klamrą blizn suchych twardo spina kosmos
nocy ludzką stopą przez dni przechodzi gładko
pasek nadziei przecinanie palców
wgłębienie w materacu półotwarty okrąg
interpunkcja zbędna obojeśmy puści
wgłębienie w materacu ostatnia kołyska
pierwsze znaczy drugie jesteśmy równi
15 XI 2013
----------------------------------
ave bursa, głęboki lipiec
księżyc zgasł już potulny i śpiący
mama ciało zasłoniła kocem
synek nie śpi, zmęczony dorosłym
nie będzie znikąd pomocy
niebo purpurą i bez ognia zakwita
szare obłoki ze spalin wyplata
nie ma już w mieście miejsca dla księżyca
który granatu i ciszy wymaga
było już sporo burzliwych nocy
srebrzą się miasta drżą rzeki goryczy
syna tęsknoty żar jeszcze się tlący
przygląda się matce, której nie dotyczy
--------------------------------------------------------------------------------
użyć można przeciwko człowiekowi
tego, co kosmos samodzielnie spina
klamrą blizn gładkich suchą stopą
nocy na twardej ziemi ludzi
tego użyć można przeciwko człowiekowi
co klamrą blizn suchych twardo spina kosmos
nocy ludzką stopą przez dni przechodzi gładko
pasek nadziei przecinanie palców
wgłębienie w materacu półotwarty okrąg
interpunkcja zbędna obojeśmy puści
wgłębienie w materacu ostatnia kołyska
pierwsze znaczy drugie jesteśmy równi
15 XI 2013
----------------------------------
ave bursa, głęboki lipiec
księżyc zgasł już potulny i śpiący
mama ciało zasłoniła kocem
synek nie śpi, zmęczony dorosłym
nie będzie znikąd pomocy
niebo purpurą i bez ognia zakwita
szare obłoki ze spalin wyplata
nie ma już w mieście miejsca dla księżyca
który granatu i ciszy wymaga
było już sporo burzliwych nocy
srebrzą się miasta drżą rzeki goryczy
syna tęsknoty żar jeszcze się tlący
przygląda się matce, której nie dotyczy
--------------------------------------------------------------------------------
KRAJOBRAZ BITEWNY
czerwone wino, czerwone usta
czerwone maki spod Monte Cassino
biegnąca żyła, biegnąc
tak pusta, że wie,
że jej tam nie było
jarzącą się lśniący
gorąco - pachnący
i biały i czysty
samochód
ptaki weselne
krzyżmem niesione
już nucą ostatnią kolędę
------------------------------------------------
widzę moją matkę
co śpi i świeci
jak zielona latarnia
i srebrny surfer krąży
między nią a ciałem
które leży i świeci
jak zielona latarnia
bo jest ze wszystkim
w świecie obeznane
----------------------------------------------------------
SZKIC SYTUACYJNY
jest godzina 1:37 GMT+1
chłopak siedzi na łóżku ustawionym przy ścianie
o którą oparty jest plecami
jest ciemno, bo afgańscy terroryści wysadzili księżyc
a ekolodzy sprzeciwiają się jego odbudowie
chłopak siedzi na łóżku ustawionym przy ścianie
o którą oparty jest plecami i płacze,
bo kosmos już nigdy nie będzie taki,
jakim go widział generał Hermaszewski
-------------------------------------------------
REWOLUCJA BOLSZEWICKA W GB
Adam Słodowy, tak ten,
pokazuje jak szybko i łatwo
zawiązać ostatni w życiu
podwójny windsor
Książe Karol, pierwszy
w kolejce do tronu
zawiązuje krawat na szyi
najstarszego syna
Wielki Brat przygląda się wszystkiemu
z obłoków i mruga jednym okiem
do młodszego królewicza:
Ty będziesz następny
-----------------------------------------------------------
KIEDY WYJECHALI
O, zobacz: szklane transformatory.
Samochód jedzie drogą jeszcze trójwymiarową,
za chwilę
połknie go ciemność w kształcie lasu,
zupełnie jak na plakacie.
W tym samochodzie są dzieci,
one muszą być w wierszu - to tkliwe.
Śpią, wcześniej śpiewały,
zupełnie jak w amerykańskiej komedii.
Elektryczność pomiędzy jedną
stacją przekaźnikową a drugą,
zupełnie jak prawdziwa,
szumiała wtedy
dokładnie tak, jak wszędzie.
---------------------------------------------------------
wiatr zamroził żywicę w granatowe chmury
kolor nieba ma przewagę nad płynnym
kolorytem tęczówek
schody porosły chłodem
ja porosłam tobą
miasto pokryło się deszczem
-----------------------------------------------------------------------------
skurcz gardła
karze mi trzymać oddech w krtani
który chce odlecieć
jak kanarek z dachu
miarą szaleństwa jest ilość
kontaktów w kalendarzu nie ściętych
jeszcze brzytwą Ockhama
szczątkowych, zawodowych, udawanych
znaczeń zapisanych zerojedynkami
na matrycach pamięci źrenic
zobacz. ból nie istnieje.
widziałeś go?
rozmawiałeś z nim kiedyś?
o tym, jak długo można w to wierzyć
decyduje ilość
kroków potrzebnych do pokonania
czteropasmowej ulicy
i częstotliwość
oddechów w sekundzie w nocy
-------------------------------------------------------
przy biurku wykonuję czynności
niegodne poety
najczęściej poprawiam kołnierz,
który nigdy nie stoi jak należy,
później przeczesuję palcami włosy
gest wychodzi naturalnie
i jeszcze paproch spada na blat
dla lepszego efektu i aby zaznaczyć
że obracam się w proch właśnie
i proszę mi nie przeszkadzać
---------------------------------------------------------
tam jest pień stary
twardy - kolumną nieba się jawi
ono czyste
cień krótki
powietrze drży ciszą
chodź
mam jeszcze trochę światła
i mokry tytoń w bibułkach
chodź
co masz do stracenia
tu przecież nie ma nic więcej
-----------------------------------------------------------
nacisnę guzik i nic się nie stanie
nacisnę guzik i nie przestaniesz
widzisz to i nie grzmisz
powiedz lepiej z tej wysokości
w którą strunę mam uderzyć,
by dźwięk, który się wydobędzie
zagłuszył wszystkie inne, a w szczególności
to uporczywe stukanie, które prześladuje mnie
od czasu, kiedy powiedziałam, że cię nie ma
-----------------------------------------------------
źrenicami pocisków
przecinaliśmy tarczę słoneczną
paznokciami wydrapywaliśmy
oczy ślepych ulic
uwierzyłam, że z wiekiem stężejemy,
że dobre dłonie zamienią
zdrewniałe mięśnie
w stoły, krzesła lub podłogi
chciałam być szafą
dać schronienie populacji tekstylnych motyli
jestem ciałem i nie mogę schować nawet siebie
---------------------------------------------------
Z TAKICH MIEJSC SIĘ WYRASTA
porostu przedmieść doklejone
na ślinę do granic możliwości
zbudowane zostały tu dawno
i z poszanowaniem krajobrazu
mieszkańców nie ma, wyszli
wszyscy po bułki i los na loterię
musieli wygrać albo zamknęli piekarnię,
bo nikt tu jeszcze nie wrócił
bluszcz zarósł okna, psy zdziczały
a czerwone dachówki sprawiają
że osiedle wygląda niemalże
jak Boeing 937 w trakcie międzylądowania
w lesie
--------------------------------------------------------
LATO: SCENA PIERWSZA
statystować opalaniu się człowieka
wyglądającego jak roztopione marchmallow
co to znaczyć kiedy spędzać dzień
obserwować wydzielać się witamina D?
-----------------------------------------------------------
spadł ostatni kasztan tej jesieni
wraz z nim
nasze powieki domknęły się
w tętniącej, zielonej otulinie
dojrzewa metropolia ciszy
która dopiero stanie się prawdziwa
kasztan pod poduszką
zwiastuje dobrą pracę serca
a najlepsze kasztany
są na placu Pigalle
czerwone wino, czerwone usta
czerwone maki spod Monte Cassino
biegnąca żyła, biegnąc
tak pusta, że wie,
że jej tam nie było
jarzącą się lśniący
gorąco - pachnący
i biały i czysty
samochód
ptaki weselne
krzyżmem niesione
już nucą ostatnią kolędę
------------------------------------------------
widzę moją matkę
co śpi i świeci
jak zielona latarnia
i srebrny surfer krąży
między nią a ciałem
które leży i świeci
jak zielona latarnia
bo jest ze wszystkim
w świecie obeznane
----------------------------------------------------------
SZKIC SYTUACYJNY
jest godzina 1:37 GMT+1
chłopak siedzi na łóżku ustawionym przy ścianie
o którą oparty jest plecami
jest ciemno, bo afgańscy terroryści wysadzili księżyc
a ekolodzy sprzeciwiają się jego odbudowie
chłopak siedzi na łóżku ustawionym przy ścianie
o którą oparty jest plecami i płacze,
bo kosmos już nigdy nie będzie taki,
jakim go widział generał Hermaszewski
-------------------------------------------------
REWOLUCJA BOLSZEWICKA W GB
Adam Słodowy, tak ten,
pokazuje jak szybko i łatwo
zawiązać ostatni w życiu
podwójny windsor
Książe Karol, pierwszy
w kolejce do tronu
zawiązuje krawat na szyi
najstarszego syna
Wielki Brat przygląda się wszystkiemu
z obłoków i mruga jednym okiem
do młodszego królewicza:
Ty będziesz następny
-----------------------------------------------------------
KIEDY WYJECHALI
O, zobacz: szklane transformatory.
Samochód jedzie drogą jeszcze trójwymiarową,
za chwilę
połknie go ciemność w kształcie lasu,
zupełnie jak na plakacie.
W tym samochodzie są dzieci,
one muszą być w wierszu - to tkliwe.
Śpią, wcześniej śpiewały,
zupełnie jak w amerykańskiej komedii.
Elektryczność pomiędzy jedną
stacją przekaźnikową a drugą,
zupełnie jak prawdziwa,
szumiała wtedy
dokładnie tak, jak wszędzie.
---------------------------------------------------------
wiatr zamroził żywicę w granatowe chmury
kolor nieba ma przewagę nad płynnym
kolorytem tęczówek
schody porosły chłodem
ja porosłam tobą
miasto pokryło się deszczem
-----------------------------------------------------------------------------
skurcz gardła
karze mi trzymać oddech w krtani
który chce odlecieć
jak kanarek z dachu
miarą szaleństwa jest ilość
kontaktów w kalendarzu nie ściętych
jeszcze brzytwą Ockhama
szczątkowych, zawodowych, udawanych
znaczeń zapisanych zerojedynkami
na matrycach pamięci źrenic
zobacz. ból nie istnieje.
widziałeś go?
rozmawiałeś z nim kiedyś?
o tym, jak długo można w to wierzyć
decyduje ilość
kroków potrzebnych do pokonania
czteropasmowej ulicy
i częstotliwość
oddechów w sekundzie w nocy
-------------------------------------------------------
przy biurku wykonuję czynności
niegodne poety
najczęściej poprawiam kołnierz,
który nigdy nie stoi jak należy,
później przeczesuję palcami włosy
gest wychodzi naturalnie
i jeszcze paproch spada na blat
dla lepszego efektu i aby zaznaczyć
że obracam się w proch właśnie
i proszę mi nie przeszkadzać
---------------------------------------------------------
tam jest pień stary
twardy - kolumną nieba się jawi
ono czyste
cień krótki
powietrze drży ciszą
chodź
mam jeszcze trochę światła
i mokry tytoń w bibułkach
chodź
co masz do stracenia
tu przecież nie ma nic więcej
-----------------------------------------------------------
nacisnę guzik i nic się nie stanie
nacisnę guzik i nie przestaniesz
widzisz to i nie grzmisz
powiedz lepiej z tej wysokości
w którą strunę mam uderzyć,
by dźwięk, który się wydobędzie
zagłuszył wszystkie inne, a w szczególności
to uporczywe stukanie, które prześladuje mnie
od czasu, kiedy powiedziałam, że cię nie ma
-----------------------------------------------------
źrenicami pocisków
przecinaliśmy tarczę słoneczną
paznokciami wydrapywaliśmy
oczy ślepych ulic
uwierzyłam, że z wiekiem stężejemy,
że dobre dłonie zamienią
zdrewniałe mięśnie
w stoły, krzesła lub podłogi
chciałam być szafą
dać schronienie populacji tekstylnych motyli
jestem ciałem i nie mogę schować nawet siebie
---------------------------------------------------
Z TAKICH MIEJSC SIĘ WYRASTA
porostu przedmieść doklejone
na ślinę do granic możliwości
zbudowane zostały tu dawno
i z poszanowaniem krajobrazu
mieszkańców nie ma, wyszli
wszyscy po bułki i los na loterię
musieli wygrać albo zamknęli piekarnię,
bo nikt tu jeszcze nie wrócił
bluszcz zarósł okna, psy zdziczały
a czerwone dachówki sprawiają
że osiedle wygląda niemalże
jak Boeing 937 w trakcie międzylądowania
w lesie
--------------------------------------------------------
LATO: SCENA PIERWSZA
statystować opalaniu się człowieka
wyglądającego jak roztopione marchmallow
co to znaczyć kiedy spędzać dzień
obserwować wydzielać się witamina D?
-----------------------------------------------------------
spadł ostatni kasztan tej jesieni
wraz z nim
nasze powieki domknęły się
w tętniącej, zielonej otulinie
dojrzewa metropolia ciszy
która dopiero stanie się prawdziwa
kasztan pod poduszką
zwiastuje dobrą pracę serca
a najlepsze kasztany
są na placu Pigalle
Subskrybuj:
Posty (Atom)