KRAJOBRAZ BITEWNY
czerwone wino, czerwone usta
czerwone maki spod Monte Cassino
biegnąca żyła, biegnąc
tak pusta, że wie,
że jej tam nie było
jarzącą się lśniący
gorąco - pachnący
i biały i czysty
samochód
ptaki weselne
krzyżmem niesione
już nucą ostatnią kolędę
------------------------------------------------
widzę moją matkę
co śpi i świeci
jak zielona latarnia
i srebrny surfer krąży
między nią a ciałem
które leży i świeci
jak zielona latarnia
bo jest ze wszystkim
w świecie obeznane
----------------------------------------------------------
SZKIC SYTUACYJNY
jest godzina 1:37 GMT+1
chłopak siedzi na łóżku ustawionym przy ścianie
o którą oparty jest plecami
jest ciemno, bo afgańscy terroryści wysadzili księżyc
a ekolodzy sprzeciwiają się jego odbudowie
chłopak siedzi na łóżku ustawionym przy ścianie
o którą oparty jest plecami i płacze,
bo kosmos już nigdy nie będzie taki,
jakim go widział generał Hermaszewski
-------------------------------------------------
REWOLUCJA BOLSZEWICKA W GB
Adam Słodowy, tak ten,
pokazuje jak szybko i łatwo
zawiązać ostatni w życiu
podwójny windsor
Książe Karol, pierwszy
w kolejce do tronu
zawiązuje krawat na szyi
najstarszego syna
Wielki Brat przygląda się wszystkiemu
z obłoków i mruga jednym okiem
do młodszego królewicza:
Ty będziesz następny
-----------------------------------------------------------
KIEDY WYJECHALI
O, zobacz: szklane transformatory.
Samochód jedzie drogą jeszcze trójwymiarową,
za chwilę
połknie go ciemność w kształcie lasu,
zupełnie jak na plakacie.
W tym samochodzie są dzieci,
one muszą być w wierszu - to tkliwe.
Śpią, wcześniej śpiewały,
zupełnie jak w amerykańskiej komedii.
Elektryczność pomiędzy jedną
stacją przekaźnikową a drugą,
zupełnie jak prawdziwa,
szumiała wtedy
dokładnie tak, jak wszędzie.
---------------------------------------------------------
wiatr zamroził żywicę w granatowe chmury
kolor nieba ma przewagę nad płynnym
kolorytem tęczówek
schody porosły chłodem
ja porosłam tobą
miasto pokryło się deszczem
-----------------------------------------------------------------------------
skurcz gardła
karze mi trzymać oddech w krtani
który chce odlecieć
jak kanarek z dachu
miarą szaleństwa jest ilość
kontaktów w kalendarzu nie ściętych
jeszcze brzytwą Ockhama
szczątkowych, zawodowych, udawanych
znaczeń zapisanych zerojedynkami
na matrycach pamięci źrenic
zobacz. ból nie istnieje.
widziałeś go?
rozmawiałeś z nim kiedyś?
o tym, jak długo można w to wierzyć
decyduje ilość
kroków potrzebnych do pokonania
czteropasmowej ulicy
i częstotliwość
oddechów w sekundzie w nocy
-------------------------------------------------------
przy biurku wykonuję czynności
niegodne poety
najczęściej poprawiam kołnierz,
który nigdy nie stoi jak należy,
później przeczesuję palcami włosy
gest wychodzi naturalnie
i jeszcze paproch spada na blat
dla lepszego efektu i aby zaznaczyć
że obracam się w proch właśnie
i proszę mi nie przeszkadzać
---------------------------------------------------------
tam jest pień stary
twardy - kolumną nieba się jawi
ono czyste
cień krótki
powietrze drży ciszą
chodź
mam jeszcze trochę światła
i mokry tytoń w bibułkach
chodź
co masz do stracenia
tu przecież nie ma nic więcej
-----------------------------------------------------------
nacisnę guzik i nic się nie stanie
nacisnę guzik i nie przestaniesz
widzisz to i nie grzmisz
powiedz lepiej z tej wysokości
w którą strunę mam uderzyć,
by dźwięk, który się wydobędzie
zagłuszył wszystkie inne, a w szczególności
to uporczywe stukanie, które prześladuje mnie
od czasu, kiedy powiedziałam, że cię nie ma
-----------------------------------------------------
źrenicami pocisków
przecinaliśmy tarczę słoneczną
paznokciami wydrapywaliśmy
oczy ślepych ulic
uwierzyłam, że z wiekiem stężejemy,
że dobre dłonie zamienią
zdrewniałe mięśnie
w stoły, krzesła lub podłogi
chciałam być szafą
dać schronienie populacji tekstylnych motyli
jestem ciałem i nie mogę schować nawet siebie
---------------------------------------------------
Z TAKICH MIEJSC SIĘ WYRASTA
porostu przedmieść doklejone
na ślinę do granic możliwości
zbudowane zostały tu dawno
i z poszanowaniem krajobrazu
mieszkańców nie ma, wyszli
wszyscy po bułki i los na loterię
musieli wygrać albo zamknęli piekarnię,
bo nikt tu jeszcze nie wrócił
bluszcz zarósł okna, psy zdziczały
a czerwone dachówki sprawiają
że osiedle wygląda niemalże
jak Boeing 937 w trakcie międzylądowania
w lesie
--------------------------------------------------------
LATO: SCENA PIERWSZA
statystować opalaniu się człowieka
wyglądającego jak roztopione marchmallow
co to znaczyć kiedy spędzać dzień
obserwować wydzielać się witamina D?
-----------------------------------------------------------
spadł ostatni kasztan tej jesieni
wraz z nim
nasze powieki domknęły się
w tętniącej, zielonej otulinie
dojrzewa metropolia ciszy
która dopiero stanie się prawdziwa
kasztan pod poduszką
zwiastuje dobrą pracę serca
a najlepsze kasztany
są na placu Pigalle