obłoki przechmurzają zaszumiałą łąkę
i przechmury rozobłoczyły posiwiały czas
kotliny klasztorne prześpiewują modły
krasowienie ciała cielesny kras
w kaplicach z płynącej wody
ostatni mszał błyszczy zasklepioną formą
kamyczki opadają ze sklepienia
na głowy pochylonych w wierze stalagmitów
z wiatru odrywają się kolejne włókna
jak sen zahaczając o wystające ze ścian
palce i nosy
porosty, pełznąc po zmurszałych twarzach
żłobią parowy
wokół oczu
które świecą
lepkim błękitem
zmętnienia