ZNICZE ZAPALNICZKI

twoje dłonie oświetla jeno ta zielona gwiazda samolotu
zamknięta w czaszce pustej od ciągłego słuchania
Jej trupia poświata którą wywlekasz
z trzewi każdego z wierszy

granat roziskrzonej nocy
eksploduje nad gorącą głową ziemi

odłamki osobliwego katharsis
zrodziły sarnę po drugiej stronie ulicy
i martwą żabę tuż przed moimi stopami

zamilknij

pozwól rosnącej trawie
słyszeć dźwięki eolskiej harfy księżyca
najzwyklejszej lutni wetkniętej w okno naszych spojrzeń

oddychaj

oddychaj tak mocno, aż poczujesz
nabrzmiałe białą substancją dnia pęcherze
na gładkiej powierzchni płuc
i dopiero wtedy, nigdy wcześniej
spróbuj objąć jednym wdechem
całe wątpliwe ciepło ciała
ledwie zmarłego ptaka

zamilknij

nie ma w tobie miejsca nawet na ostatni
słoneczny blik z jego piór
cały wypełniony jesteś zeszłorocznymi liśćmi
na wiosnę trzeba będzie je spalić
zawinięte w papierosowe bibułki



ŹRÓDŁO BIJĄCE U STÓP PIERWSZEGO POCIESZYCIELA


Ja nie wyjdę, bo nie wierzę - zjawiska są nieodwracalne.
Witkacy

powszechnie uważa się, że niebo to tylko iluzja, a
ziemia to tylko planeta - okrągła i że wkoło jest więcej takich
pokazuje się zdjęcia i filmy,
że niby nawet ktoś tam był - gdzieś dalej,
gdzie żeby przejść po drodze mlecznej
nie trzeba już skakać z żadnego mostu
ziemia to garstka mięśni którą
potencjalne dziecko zaciska na
całkiem obecnym gardle pierwszej miłości
lepka struktura, która zasklepia ranę przed zagojeniem się
przyklejone do niej a ślinę pod kątem prostym niebo
to nie bezkres bez Boga i tlenu
tylko plakat z gazety, ulotka reklamowa,
podwieszany sufit w tekturowym pudełku
ostatecznie, i tak mieszkamy w kontenerze na galaktyczne odpadki
ale nawet ten karton bezdomnego ma obwieszone ściany
reprodukcjami dzieł mistrzów i nawet najstarszy żebrak wie,
kim był Chrystus